niedziela, 24 lutego 2013
wtorek, 19 lutego 2013
Rozdział 15. KOMENTUJCIE!!
/ Rozmowa z Louisem /
- Halo, Louis?
- Nie, to ja Eleanor.
- O, to nawet lepiej. Mam sprawe.
- Do mnie, Louisa czy do mnie i do Louisa?
- Do was.
- Słucham, co się stało?
- Czy może cie zaraz przyjechać do domu Caroline? Ona was potrzebuje.
- Okej, pewnie, niedługo będziemy.
- Dziękuję.
- A co się właściwie stało??
- Wszystkiego dowiecie się, jak przyjedziecie.
- Okej, to do zobaczenia.
- Pa.
/ Koniec rozmowy /
Gdy odłożyłem telefon zobaczyłem, że na stoliku leży koperta z napisem " DO CAROLINE ! " Otworzyłem ją i zacząłem czytać
" Droga Córeczko !
Jeśli to czytasz, to znaczy, że albo już jestem w szpitalu albo już tam na górze. Chcę tylko żebyś wiedziała, że Cię kochałam, będe kochać i kocham. Moje serce dla Ciebie nigdy nie przestanie bić. Błagam Cię, nie popełniaj tego samego błędu co ja. Przepraszam Cię. Może jeszcze kiedyś będę miała szansę Ci to wyjaśnić.
PS. Dbaj o Harrego, będziecie mieli ładnie dzieci. Kocham Cię.
Mama. "
Zamurowało mnie. Nie wiedziałem, co mam robić. Czy iść i dać jej ten list, czy poczekać aż się ogarnie. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko podeszłem, aby otworzyć drzwi. Przed nimi ukazali sie Louis i Eleanor.
- No hejo bracie. Co ty taki smutny?? - Zapytał Louis.
- Wejdziecie??
- Dzięki. - Powiedziała El dając mi swój płaszczyk.
- Zapraszam, wejdzcie. Rozgoście się. Może chcecie coś do picia??
- Ja poproszę Cole. - Powiedziała El.
- A ja wodę gazowaną.
- Okej. - Rzuciłem i wyszłem z pokoju. Nalałem im pić a przy okazji zrobiłem sobie i Caroline herbatę.
- To co tam u was? - Usłyszałem Louisa wydzierającego się z salonu. Wziąłem herbate i poszłem do nich.
- U nas. Masakra.
- A co się stało? - Zapytała El popijając Cole.
- Zaczekajcie, zaraz przyjdę. Muszę pójść na chwilkę na górę, do Caroline. Muszę zobaczyć jak się czuje.
- Mhm. - Odpowiedzieli zgodznie. Ja szybko pobiegłem po schodzch na górę. Otworzyłem lekko drzwi.
- Kochanie, śpisz?
- Nie. Obiecałeś, że zaraz wrócisz. Gdzie byłeś?
- Czekałem na El i Louisa bo przyjechali. Może zejdziez na dół?
- Nie, okej.
- Proszę, mam tu coś dla Ciebie. - Wręczyłęm jej list.
- Co to ?
- Otwórz to zobaczysz.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dalej napiszę wam później. KOMENTUJCIE, PROSZĘ. NAWET ZWYKŁY UŚMIESZEK DAJE DUŻO.
- Halo, Louis?
- Nie, to ja Eleanor.
- O, to nawet lepiej. Mam sprawe.
- Do mnie, Louisa czy do mnie i do Louisa?
- Do was.
- Słucham, co się stało?
- Czy może cie zaraz przyjechać do domu Caroline? Ona was potrzebuje.
- Okej, pewnie, niedługo będziemy.
- Dziękuję.
- A co się właściwie stało??
- Wszystkiego dowiecie się, jak przyjedziecie.
- Okej, to do zobaczenia.
- Pa.
/ Koniec rozmowy /
Gdy odłożyłem telefon zobaczyłem, że na stoliku leży koperta z napisem " DO CAROLINE ! " Otworzyłem ją i zacząłem czytać
" Droga Córeczko !
Jeśli to czytasz, to znaczy, że albo już jestem w szpitalu albo już tam na górze. Chcę tylko żebyś wiedziała, że Cię kochałam, będe kochać i kocham. Moje serce dla Ciebie nigdy nie przestanie bić. Błagam Cię, nie popełniaj tego samego błędu co ja. Przepraszam Cię. Może jeszcze kiedyś będę miała szansę Ci to wyjaśnić.
PS. Dbaj o Harrego, będziecie mieli ładnie dzieci. Kocham Cię.
Mama. "
Zamurowało mnie. Nie wiedziałem, co mam robić. Czy iść i dać jej ten list, czy poczekać aż się ogarnie. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko podeszłem, aby otworzyć drzwi. Przed nimi ukazali sie Louis i Eleanor.
- No hejo bracie. Co ty taki smutny?? - Zapytał Louis.
- Wejdziecie??
- Dzięki. - Powiedziała El dając mi swój płaszczyk.
- Zapraszam, wejdzcie. Rozgoście się. Może chcecie coś do picia??
- Ja poproszę Cole. - Powiedziała El.
- A ja wodę gazowaną.
- Okej. - Rzuciłem i wyszłem z pokoju. Nalałem im pić a przy okazji zrobiłem sobie i Caroline herbatę.
- To co tam u was? - Usłyszałem Louisa wydzierającego się z salonu. Wziąłem herbate i poszłem do nich.
- U nas. Masakra.
- A co się stało? - Zapytała El popijając Cole.
- Zaczekajcie, zaraz przyjdę. Muszę pójść na chwilkę na górę, do Caroline. Muszę zobaczyć jak się czuje.
- Mhm. - Odpowiedzieli zgodznie. Ja szybko pobiegłem po schodzch na górę. Otworzyłem lekko drzwi.
- Kochanie, śpisz?
- Nie. Obiecałeś, że zaraz wrócisz. Gdzie byłeś?
- Czekałem na El i Louisa bo przyjechali. Może zejdziez na dół?
- Nie, okej.
- Proszę, mam tu coś dla Ciebie. - Wręczyłęm jej list.
- Co to ?
- Otwórz to zobaczysz.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dalej napiszę wam później. KOMENTUJCIE, PROSZĘ. NAWET ZWYKŁY UŚMIESZEK DAJE DUŻO.
niedziela, 17 lutego 2013
Rozdział 14.
... Mój tata.
- Caroliine ! Dlaczego nie jesteś na dole?! - Darł się.
- Spokojnie, siadaj, coś się stało ?
- Jak ja mam być spokojny skoro twoja matka nie wiadomo dlaczego leży na dole w kuchni na podłodzoe w kałuży krwi !!! - Darł się dalej.
- Coo?! Zadzwoniłeś po pogotowie??
- Tak, zaraz będą.
- To idź na dół przed dom na nich czekaj, a ja zobacze co sie dzieje na dole.
- Okej - powiedział mój tata i szybko wybiegł z pokoju. W tempie natychmiastowym wygrzebałam się z pod kołdry, założyłam szlafrok i szybko zbiegłam na dół. Ona tam leżała, w kałuży krwi. Spojrzałam na jej ręce. Były całe zakrwawione, a obok jej ręki leżała żyletka. " ALE CZEMU ! " - taka myśl chodziła mi po głowie. Tysiące pytań do siebie samej. Nawet nie zauważyłam , kiedy do domu wparowało pogotowie. Coś tam mówili, ale ja patrzyłam się cały czas w tą jedną, wielką, czerwoną plamę krwi. Cały czas nie mogłam uwierzyć , że moja mama to zrobiła. Usiadłam przed tą wielką plamą krwi i schowałam głowę w kolana. Łzy spływały same. Jedna po drugiej. Coraz szybciej. Nagle poczułam, że ktoś kładzie rękę na ramieniu. Spojrzałam w górę. Przez szklane oczy zobaczyłam mojego chłopaka. On wziął mnie na ręce i zaniósł do góry.
*** Oczami Harrego ***
Położyłem ją na łóżku. W jej oczach widziałem strach. Była sparaliżowana. Zastanawiałem się, jak mogę jej pomóc, ale stwierdziłem, że na razie poczekam. Przytuliłem ją mocno.
- Kochanie, wszystko będzie dobrze. Nie płacz.
- Ale.. Jak... Co ona zrobiła.. - Mówiła przez płacz - Czemu? - Szlochała dalej.
- Spokojnie, jestem przy tobie.
- Proszę, powiedz że chociaż ty nie zrobisz nic głupiego.
- Nie zrobię. Nigdy. Kocham Cię.
- Też Cię kocham. - Odpowiedziała swoim słodkim głosikiem. Wtuliła się w moją już mokrą od jej płaczu koszulkę.
- Zostawię Cię na chwile samą. Idę na dół.
- Dobrze, ale wróć zaraz.
- Obiecuję, że wrócę .
Wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół. Wziąłem pierwszą lepszą szmatę do podłogi i zacząłem wycierać krew. Gdy już ją wytarłem sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Louisa.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KOMENTUJCIE PROSZĘ!! <3
- Caroliine ! Dlaczego nie jesteś na dole?! - Darł się.
- Spokojnie, siadaj, coś się stało ?
- Jak ja mam być spokojny skoro twoja matka nie wiadomo dlaczego leży na dole w kuchni na podłodzoe w kałuży krwi !!! - Darł się dalej.
- Coo?! Zadzwoniłeś po pogotowie??
- Tak, zaraz będą.
- To idź na dół przed dom na nich czekaj, a ja zobacze co sie dzieje na dole.
- Okej - powiedział mój tata i szybko wybiegł z pokoju. W tempie natychmiastowym wygrzebałam się z pod kołdry, założyłam szlafrok i szybko zbiegłam na dół. Ona tam leżała, w kałuży krwi. Spojrzałam na jej ręce. Były całe zakrwawione, a obok jej ręki leżała żyletka. " ALE CZEMU ! " - taka myśl chodziła mi po głowie. Tysiące pytań do siebie samej. Nawet nie zauważyłam , kiedy do domu wparowało pogotowie. Coś tam mówili, ale ja patrzyłam się cały czas w tą jedną, wielką, czerwoną plamę krwi. Cały czas nie mogłam uwierzyć , że moja mama to zrobiła. Usiadłam przed tą wielką plamą krwi i schowałam głowę w kolana. Łzy spływały same. Jedna po drugiej. Coraz szybciej. Nagle poczułam, że ktoś kładzie rękę na ramieniu. Spojrzałam w górę. Przez szklane oczy zobaczyłam mojego chłopaka. On wziął mnie na ręce i zaniósł do góry.
*** Oczami Harrego ***
Położyłem ją na łóżku. W jej oczach widziałem strach. Była sparaliżowana. Zastanawiałem się, jak mogę jej pomóc, ale stwierdziłem, że na razie poczekam. Przytuliłem ją mocno.
- Kochanie, wszystko będzie dobrze. Nie płacz.
- Ale.. Jak... Co ona zrobiła.. - Mówiła przez płacz - Czemu? - Szlochała dalej.
- Spokojnie, jestem przy tobie.
- Proszę, powiedz że chociaż ty nie zrobisz nic głupiego.
- Nie zrobię. Nigdy. Kocham Cię.
- Też Cię kocham. - Odpowiedziała swoim słodkim głosikiem. Wtuliła się w moją już mokrą od jej płaczu koszulkę.
- Zostawię Cię na chwile samą. Idę na dół.
- Dobrze, ale wróć zaraz.
- Obiecuję, że wrócę .
Wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół. Wziąłem pierwszą lepszą szmatę do podłogi i zacząłem wycierać krew. Gdy już ją wytarłem sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Louisa.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KOMENTUJCIE PROSZĘ!! <3
czwartek, 7 lutego 2013
Rozdział 13.
Kolejne dni mijały tak samo. Rano wstawałam, jadłam śniadanie, cały dzień leżałam w łóżku a czasami przychodzili chłopcy. Jednak najczęściej odwiedzał mnie Louis ( nie wliczając w to oczywiście Hazzy bo on siedział ze mną cały czas ). Z Lou strasznie się zżyłam, czuliśmy się przy sobie jak rodzeństwo pomimo tego, że go nie miałam. Głos mi się poprawiał i ogólnie po pierwszym tygodniu siedzenia w domu było lepiej. Juz w następnym chciałam iść do szkoły ale mama, tata i Hazz się nie zgodzili. Ogólnie w domu to się nudziłam. Byłam strasznie ciekawa co u Natalie bo dawno jej nie widziałam.
- Harry, co się dzieje z Natalie i Niall ' em ?? Dawno nie widziałam Natalie i trochę się o nią martwię. - powiedziałam.
- Natalie. Bo ona... bo ona i Niall... Oni już nie są razem.
- Czemu?? Co się stało ??
- Bo Niall raz poszedł na imprezę i Natalie była z nim. I jak ona go na chwilę zostawiła bo poszła do łazienki to podobno jakaś fanka się na niego rzuciła i zaczęła go obcałowywać...
- Ojej, strasznie jej współczuję. - przerwałam mu.
- I jak Natalie, to zobaczyła podeszła do Niall'a i sprzedała mu płaskiego, a ten zdezorientowany nie wiedział o co chodzi.
- O ja.. musiało boleć. - Znowu się wtrąciłam.
- I następnego dnia jak się spotkali Niall próbował jej wszystko wyjaśnić ale ona po prostu do niego podeszła pocałowała go powiedziała " NIGDY O MNIE NIE ZAPOMNIJ " i uciekła a ten głupek pobiegł za nią. Okazało się, że chciała ona popełnić samobójstwo.
- CO?! - Krzyknęłam, że aż chyba mama na dole mnie usłyszała.
- No tak, ale Niall ją zatrzymał i zaprowadził do nas do domu. Natalie cały czas leży u niego w łóżku oszołomiona a Niall czuwa przy niej i nie odstępuje jej na krok. Może później wszystko się wyjaśni. - Skończył mówić Harry.
- Jejku jak ja im współczuję. Trochę mi ich żal.
- Kochanie, ja zaraz przyjdę, idę do łazienki.
- Okok, biegnij.
I zostałam znowu z moimi przemyśleniami. Więc tak. Został tydzień do koncertu chłopaków i do moich prawdziwych urodzin i tydzień i jeden dzień do imprezy. To właśnie niedługo po niej wszystko miało się " popsuć " . Najgorsze jest to, że będę miała Harrego mniej. Bałam się tego. Hazza wrócił z łazienki, położył się koło mnie i wtulił się we mnie.
- Harry ja się boję. - Zaczęłam rozmowę.
- Czego się boisz kochanie ?
- Boję sie, że ty się zakochasz w tej całej Taylor ona w tobie i wy będziecie razem, a ja zostanę zupełnie sama.
- No coś ty! - Mówiąc to podnosił się - Nie ufasz mi ?
- Nie, że Ci nie ufam,ale się boję.
- To się nie bój. Ktoś mi kiedyś powiedział : " Nie patrz na to co było kiedyś, albo co będzie. Najważniejsze jest to, co jest teraz ". Te chwile spędzone z tobą, były, będą i pozostaną wspaniałe.
- Ale wspaniałe, spędzone w moim łóżku.
- no, były wspaniałe, bo były spędzone z tobą. Wiesz chyba, że jak będziemy w USA, będziemy mogli rozmawiać tylko wieczorem i w nocy.
- W nocy? W nocy to ja śpię kochanie.
- Oj, to będziesz spała w dzień, co za problem?
- Dobra, nieważne. A co ty robisz?
- Ubieram się, nie widać?
- Po co? Gdzie idziesz?
- Muszę coś pozałatwiać jeszcze w sprawie imprezy.
- No to już leć. Paa!! - Krzyknęłam, gdy Harry wychodził. Leżałam sama, w pustym wielkim pokoju. Cisza, ani dźwięku, jak by nie było żadnej żywej osoby. Lubiłam taki klimat. Przynajmniej w tedy, w tym jednym momence mogłam pomyśleć. O czym? To proste. O nas. O mnie i o Harrym. Przez dobre 5 minut rozwijałam swoje myśli gdy nagle do pokoju wpadł...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
JEST KOLEJNY!! Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam ostatio czasu. Proszę, zostawiajcie komentarze, pozytywnie i negatywne. KOCHAM WAS!!! <3 <3
- Harry, co się dzieje z Natalie i Niall ' em ?? Dawno nie widziałam Natalie i trochę się o nią martwię. - powiedziałam.
- Natalie. Bo ona... bo ona i Niall... Oni już nie są razem.
- Czemu?? Co się stało ??
- Bo Niall raz poszedł na imprezę i Natalie była z nim. I jak ona go na chwilę zostawiła bo poszła do łazienki to podobno jakaś fanka się na niego rzuciła i zaczęła go obcałowywać...
- Ojej, strasznie jej współczuję. - przerwałam mu.
- I jak Natalie, to zobaczyła podeszła do Niall'a i sprzedała mu płaskiego, a ten zdezorientowany nie wiedział o co chodzi.
- O ja.. musiało boleć. - Znowu się wtrąciłam.
- I następnego dnia jak się spotkali Niall próbował jej wszystko wyjaśnić ale ona po prostu do niego podeszła pocałowała go powiedziała " NIGDY O MNIE NIE ZAPOMNIJ " i uciekła a ten głupek pobiegł za nią. Okazało się, że chciała ona popełnić samobójstwo.
- CO?! - Krzyknęłam, że aż chyba mama na dole mnie usłyszała.
- No tak, ale Niall ją zatrzymał i zaprowadził do nas do domu. Natalie cały czas leży u niego w łóżku oszołomiona a Niall czuwa przy niej i nie odstępuje jej na krok. Może później wszystko się wyjaśni. - Skończył mówić Harry.
- Jejku jak ja im współczuję. Trochę mi ich żal.
- Kochanie, ja zaraz przyjdę, idę do łazienki.
- Okok, biegnij.
I zostałam znowu z moimi przemyśleniami. Więc tak. Został tydzień do koncertu chłopaków i do moich prawdziwych urodzin i tydzień i jeden dzień do imprezy. To właśnie niedługo po niej wszystko miało się " popsuć " . Najgorsze jest to, że będę miała Harrego mniej. Bałam się tego. Hazza wrócił z łazienki, położył się koło mnie i wtulił się we mnie.
- Harry ja się boję. - Zaczęłam rozmowę.
- Czego się boisz kochanie ?
- Boję sie, że ty się zakochasz w tej całej Taylor ona w tobie i wy będziecie razem, a ja zostanę zupełnie sama.
- No coś ty! - Mówiąc to podnosił się - Nie ufasz mi ?
- Nie, że Ci nie ufam,ale się boję.
- To się nie bój. Ktoś mi kiedyś powiedział : " Nie patrz na to co było kiedyś, albo co będzie. Najważniejsze jest to, co jest teraz ". Te chwile spędzone z tobą, były, będą i pozostaną wspaniałe.
- Ale wspaniałe, spędzone w moim łóżku.
- no, były wspaniałe, bo były spędzone z tobą. Wiesz chyba, że jak będziemy w USA, będziemy mogli rozmawiać tylko wieczorem i w nocy.
- W nocy? W nocy to ja śpię kochanie.
- Oj, to będziesz spała w dzień, co za problem?
- Dobra, nieważne. A co ty robisz?
- Ubieram się, nie widać?
- Po co? Gdzie idziesz?
- Muszę coś pozałatwiać jeszcze w sprawie imprezy.
- No to już leć. Paa!! - Krzyknęłam, gdy Harry wychodził. Leżałam sama, w pustym wielkim pokoju. Cisza, ani dźwięku, jak by nie było żadnej żywej osoby. Lubiłam taki klimat. Przynajmniej w tedy, w tym jednym momence mogłam pomyśleć. O czym? To proste. O nas. O mnie i o Harrym. Przez dobre 5 minut rozwijałam swoje myśli gdy nagle do pokoju wpadł...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
JEST KOLEJNY!! Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam ostatio czasu. Proszę, zostawiajcie komentarze, pozytywnie i negatywne. KOCHAM WAS!!! <3 <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)