czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 13.

Kolejne dni mijały tak samo. Rano wstawałam, jadłam śniadanie, cały dzień leżałam w łóżku a czasami przychodzili chłopcy. Jednak najczęściej odwiedzał mnie Louis ( nie wliczając w to oczywiście Hazzy bo on siedział ze mną cały czas ). Z Lou strasznie się zżyłam, czuliśmy się przy sobie jak rodzeństwo pomimo tego, że go nie miałam. Głos mi się poprawiał i ogólnie po pierwszym tygodniu siedzenia w domu było lepiej. Juz w następnym chciałam iść do szkoły ale mama, tata i Hazz się nie zgodzili. Ogólnie w domu to się nudziłam. Byłam strasznie ciekawa co u Natalie bo dawno jej nie widziałam.
- Harry, co się dzieje z Natalie i Niall ' em ?? Dawno nie widziałam Natalie i trochę się o nią martwię. - powiedziałam.
- Natalie. Bo ona... bo ona i Niall... Oni już nie są razem.
- Czemu?? Co się stało ??
- Bo Niall raz poszedł na imprezę i Natalie była z nim. I jak ona go na chwilę zostawiła bo poszła do łazienki to podobno jakaś fanka się na niego rzuciła i zaczęła go obcałowywać...
- Ojej, strasznie jej współczuję. - przerwałam mu.
- I jak Natalie, to zobaczyła podeszła do Niall'a i sprzedała mu płaskiego, a ten zdezorientowany nie wiedział o co chodzi.
- O ja.. musiało boleć. - Znowu się wtrąciłam.
- I następnego dnia jak się spotkali Niall próbował jej wszystko wyjaśnić ale ona po prostu do niego podeszła pocałowała go powiedziała " NIGDY O MNIE NIE ZAPOMNIJ " i uciekła a ten głupek pobiegł za nią. Okazało się, że chciała ona popełnić samobójstwo.
- CO?! - Krzyknęłam, że aż chyba mama na dole mnie usłyszała.
- No tak, ale Niall ją zatrzymał i zaprowadził do nas do domu. Natalie cały czas leży u niego w łóżku oszołomiona a Niall czuwa przy niej i nie odstępuje jej na krok. Może później wszystko się wyjaśni. - Skończył mówić Harry.
- Jejku jak ja im współczuję. Trochę mi ich żal.
- Kochanie, ja zaraz przyjdę, idę do łazienki.
- Okok, biegnij.
I zostałam znowu z moimi przemyśleniami. Więc tak. Został tydzień do koncertu chłopaków i do moich prawdziwych urodzin i tydzień i jeden dzień do imprezy. To właśnie niedługo po niej wszystko miało się " popsuć " . Najgorsze jest to, że będę miała Harrego mniej. Bałam się tego. Hazza wrócił z łazienki, położył się koło mnie i wtulił się we mnie.
- Harry ja się boję. - Zaczęłam rozmowę.
- Czego się boisz kochanie ?
- Boję sie, że ty się zakochasz w tej całej Taylor ona w tobie i wy będziecie razem, a ja zostanę zupełnie sama.
- No coś ty! - Mówiąc to podnosił się - Nie ufasz mi ?
- Nie, że Ci nie ufam,ale się boję.
- To się nie bój. Ktoś mi kiedyś powiedział : " Nie patrz na to co było kiedyś, albo co będzie. Najważniejsze jest to, co jest teraz ". Te chwile spędzone z tobą, były, będą i pozostaną wspaniałe.
- Ale wspaniałe, spędzone w moim łóżku.
- no, były wspaniałe, bo były spędzone z tobą. Wiesz chyba, że jak będziemy w USA, będziemy mogli rozmawiać tylko wieczorem i w nocy.
- W nocy? W nocy to ja śpię kochanie.
- Oj, to będziesz spała w dzień, co za problem?
- Dobra, nieważne. A co ty robisz?
- Ubieram się, nie widać?
- Po co? Gdzie idziesz?
- Muszę coś pozałatwiać jeszcze w sprawie imprezy.
- No to już leć. Paa!! - Krzyknęłam, gdy Harry wychodził. Leżałam sama, w pustym wielkim pokoju. Cisza, ani dźwięku, jak by nie było żadnej żywej osoby. Lubiłam taki klimat. Przynajmniej w tedy, w tym jednym momence mogłam pomyśleć. O czym? To proste. O nas. O mnie i o Harrym. Przez dobre 5 minut rozwijałam swoje myśli gdy nagle do pokoju wpadł...


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

JEST KOLEJNY!! Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam ostatio czasu. Proszę, zostawiajcie komentarze, pozytywnie i negatywne. KOCHAM  WAS!!! <3 <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz