Rano budził mnie nie budzik a śpiew. Nie było to ładny śpiew ale przekrzykiwanie. Otworzyłam oczy i ujrzałam mamę i tatę który śpiewali mi sto lat. Przetarłam oczy aby przyjrzeć się dokładnie, ponieważ cały czas miałam zamazany obraz. Zauważyłam, że na mojej szafce stoi tort. Wielki tort liczbą 17.
- Dziękuję wam. Musieliście mi przypomnieć, że jestem już aż taka stara ? - powiedziałam z wyrzutem
- Ty stara ? Maluchu mój kochany. - Powiedziała tata i usiadł koło mnie. - Najlepszego skarbie. - Dopowiedział po chwili i przytulił mnie.
- Caroline? - Zaczęła moja mama. - Chciałabyś mieć siostrę albo brata?
- Nie. To, że jestem jedynaczką to najlepsza opcja pod słońcem. Mam Natalie, którą traktuję jak siostrę. A coś się stało, ze mnie o to pytacie ? - Zapytałam.
- Booo... - przeciągał mój tata - z resztą sama zobaczysz jak zejdziesz na dół.
- Aż się boję - nie wiedziałam o co im chodzi - a tak ogólnie, to gdzie Harry ?
- Zobaczysz jak zejdziesz na dół. - powiedziała mama i razem z tatą i z tortem zeszli na dół. Poszłam do łazienki. Dzisiaj piątek. ostatni dzień szkoły i koncert chłopaków. Przemyłam twarz, ubrałam się i nałożyłam podkład na twarz. Nie malowałam się mocniej, nie do szkoły. Włosy zaplotłam w warkocza i już byłam gotowa do wyjścia. Stwierdziłam, że w końcu trzeba zejść na dół. Słyszałam różne głosy. Mamę, tatę, Harrego i jakiś damski głos. Weszłam do kuchni w której siedziała cala moja rodzina, Harry i nieznajoma mi dziewczyna. Ona podeszła do mnie pierwsza.
- Cześć jestem Victoria. Mów mi Vic.
- Hej ja jestem Caroline. Przepraszam cię, ale kim jesteś? - Zapytałam się jej. Przyjrzałam się jej dokładnie. Ładna buzia, długie, kręcone, brązowe włosy z jaśniejszymi końcówkami.
- Córciu, to jest twoja....twoja siostra. - Powiedział tata
- Co? Alee ? CO ?!- Krzyknęłam - Jak to siostra?!
- Tak. Ja i tata stwierdziliśmy, że chcielibyśmy mieć jeszcze jedną córkę, ale niestety nie możemy. Próbujemy ale nam to nie wychodzi a wiec postanowiliśmy zaadoptować Vic. - Mama mówiąc to wskazała na nią. Stała ona trochę smutna i speszona. Uśmiechnęłam się do niej sztucznie i uciekłam na górę. Usiadłam w kącie i zaczęłam płakać.
- Skarbie, nie płacz. - W końcu odezwał się Styles.
- Powiedz mi, jak mam nie płakać skoro dowiaduje się, że nagle mam siostrę. Będę mieszkała z kimś kogo w ogóle nie znam. Powiedz mi co ty byś zrobił ! - Wydarłam sie na niego.
- Spokojnie - uspakajał mnie głosem - rozdzice chca dla ciebie jak najlepiej. Vic jest na prawde miła. Poznałem ją rano i nie wydaję mi się, żeby miała jakieś złe zamiary. Spróbuj potraktowac jak...
- Jak kogo ? - przerwałam mu.
- Jak koleżankę. - uśmiechnął się - tak, jak kolezanke.
- Nie obiecuję, że to wypali. - Wstałam i kierowałam się w jego stronę - Ale mogę sie postarać jak ty...
- Kolejny zakład ? - zapytał.
- Tak. Jak ty obiecasz, że mnie nigdy nie zostawisz. Przeliterować ci? N I G D Y.
- Nigdy... to trochę długo. Da się z tobą tyle wytrzymać ? - Uśmiechnął się zalotnie.
- Bardzo zabawne - podeszłam do niego i go przytuliłam - Obiecujesz ? - zaplotłam ręce na jego karku, odsunęłamm s się kawałek i spojrzałam w jego zielone piękne oczy.
- Tak - powiedział - Obiecuję.
- Na pewno ?
- Na sto procent. - Przybliżył się na tyle, że stykaliśmy się czołami. - Obiecuję. - Powiedział i wpił się w moje usta. - Kocham cię. - Odezwał się, po skończonym pocałunku.
- Ja ciebie też skarbie - Westchnęłam - Ja ciebie też.
- W ogóle, to najlepszego skarbie. Prezent dostaniesz trochę później, a teraz się zbieraj, bo musimy jechać do szkoły. Znaczy ty musisz. Ja na próbę, a wiec dawaj szybko. Jedziemy z Vic. Sam zaoferowałem pomoc.
- Okej, ale tak mi teraz trochę głupio.
- Dobra chodz i nie marudź. - Powiedział. Zeszliśmy na dół. Vic siedziała zapłakana na jednym z krzeseł przy stole. Podeszłam do niej.
- Vic przepraszam Cię, tak mi głupio. Nie chciałam, żeby to tak wyszło, ale..
- Posłuchaj mnie. Zanim coś jeszcze powiesz zastanów się, bo inni też mają uczucia. Nie wiesz co jak przeszłam w życiu. Ty miałaś normalną rodzinę, normalny dom, a nie tak jak ja matkę alkoholiczkę której nie było stać na utrzymanie mnie i trafiła za kraty. Tak dobrze słyszałaś. Siedzi w pace. Ojca nie znam. Gdzieś się zachlał i nie wiem co się z nim stało. Twoi rodzice są świetni, a ty masz wszystko czego zapragniesz. Ciuchy, buty, wspaniałego chłopaka ale tego też chyba nie umiesz docenisz ! - Wykrzyczała mi to prosto w twarz.
- Wow, Vic nie wiedziałam, na prawdę Cię przepraszam. Nie chciałam, żeby to tak wyszło, jest mi na prawdę głupio i straszznie żałuję, że się tak zachowałam. Nie chciałam ale ta wiadomość po prostu mnie zaskoczyła. Może w ramach przeprosin, po szkole pójdziemy na zakupy? Tak tylko proponuję.
- Zakupy ? Mhmhmm.. Wiesz trochę mi głupio, boooooooo - Zawiesziła się - bo niedostałam dużo pieniędzy z domu dziecka.
- Jak stawiam. - Powiedziałam.
- Przepraszam, nie chce wam przeszkadzać, ale musimy już jechać. - Wtrącił sie Harry.
- Okej, już jedziemy - powiedziałam - wzięłam mój plecak, złapałam Harrego za rękę i ruszyliśmy w stronę auta. - Vic ! Wsiadaj ! - Krzyknęłam gdy Harry już ruszał z podjazdu. Weszła do samochodu.
- Już możemy jechać. - Powiedziała uśmiechnięta. Jadąc cały czas byłam odwrócona głową w tył, bo rozmawiałam z moją siostrą. Cały czas się z czegoś śmiałyśmy albo byłyśmy poważne bo opowiadałyśmy sobie o życiu. Na prawde ją polubiłam. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu Harry ' ego. Odwrócialm się w przód. Harry poprosił, abym odebrała.
* Rozmowa *
- Harry ! Kurwa ! Ile można na Ciebie czeakać
- Paul ? Hej tu Caroline a nie Harry on proswadzi samochód i nie moze odebrać.
- O ! Hej Caroline ! Co tam u ciebie ?
- A no dobrze, właśnie jedziemy do szkoły i zaraz z pod szkoły Harry jedzie prosto na próbę.
- A Caroline, wiesz, dlaczego się spóźnia ?
- To wszystko moja wina, miałam małą kłótnie w domu i tak wyszło. Na prawde cie przepraszam.
- Tak w ogóle to najlepszego maluchu !
- Dziekuję. My własnie podjeżdżamy pod moją szkołę wiec Harry za 10 - 15 minut powinien być. Jeszcze raz cię przepraszam.
- Nie ma za co, do zobazcenia wieczorem na konceercie.
- Tak do zobaczenia. Pa.
- No pa.
* Koniec *
- Kto to był ? - Zapytał Harry.
- Paul. Jest na ciebie wkurwiony za to, że cie nie ma jeszcze na próbie, ale nie martw się, zajebista Careoline załagodziła sytuacje.
- Oh, ty moja wybawczyni . - Zaśmialiśmy się w trójkę. - Leccie, bo się spóźnicie na lekcje.
- Okej, pa - pocałowałam Harry' ego.
- Paa ! - Krzyknęła Vic wysiadając z samochodu i szybko ruszyłyśmy na lekcje.
*** Po szkole ***
Cała klasa poznała Vic. Jest ona na prawdę fajna. Wydaje mi się, że nawet Jackobowi wpadła w oko, ale to by dobrze nie wróżyło.
- Vic, Natalie chodźcie już ! - Krzyknęłam do dziewczyn z którymi akurat wychodziłam ze szkoły.
- Już idziemy ! - Odkrzyknęła Vic. Po pożegnaniu z klasą posżłyśmy w stronę centum. Chodziłyśmy po różnych sklepach.
- Natalie, co ubierasz dzisiaj na koncert ? - Zapytałam w pewnym momencie.
- No właśnie, Koncert ! Vic idziesz z nami ? - Zapytała Natalie.
- Nie mam ani ubrań ani kasy na bilet, przepraszam, ale ten wieczór chyba spędzie sama przy książce. - Powiedziała moja siostra.
- Okej, ubrania ci pożycze bo mam ich dużo a wejściówki... poczekaj. - Odeszłam na bok. Wybrałam numer do Paul -a .
* Rozmowa. *
- Caroline ?
- Tak, hej Paul.
- Czy cos stało się ważnego, że Harry musi wyjśc z próby? Nie puszcze go.
- nie martw się, tym razem nie chodzi mi o Harry' ego.
- Kontrakt ?
- Też nie.
- To co cie do mnie sprowadza mała dziecinko.
- Jest sprawa
- Słucham.
- Maasz moze jakąś jedną wejściówkę na dzisiejszy koncert? Moja siostra chciałaby pójść z nami.
- Chwila... TWOJA SIOSTRA!!!? TO TY MASZ SIOSTRE?!!!
- Tak, Harry ci wszystko wytłumaczy, tylko powiedz mi, czy masz.
- Mam kochanie, dla ciebie zawsze bede miał.
- Dziekuję.
- No kej, pa.
- Do zobaczenia
* Koniec*
Wrócilam do dziewczyn.
- No Vic niestety... - zacięłam się specialnie - bedzies musiala przez 2 godziny słuchać jak chłopcy śpiewają, bo idziesz z naami ! - krzyknęłam.
- O jeny ! Jak się cieszę ! - podskoczyła z radości.
- Jesteś directioner ? - Zapytała ją Natalie.
- Tak, od samego początku ich uwielbiam ale nigdy nie miałam okazji pójść na ich koncert. - powiedziała.
- Mmmm.. dziewczyny a pro po koncertu, jest on już za 3 godziny - wtrąciłam się.
- Co?! JAK TO ?!! - Natalie nie mogła uwierzyć. - Ja już gbede musiała iśc, pa. - pożegnała się z nami buziakiem i szybko poleciała przed siebie.
- No Vic, poczekaj, muszę zadzwonić do taty, może jest w Londynie. - Wyjągnęłam mój telefon z pobitym ekranem.
* Rozmowa *
- Tatuś, jesteś w Londynie ?
- Tak, skarbku. Coś się stało ?
- Przyjedziesz po mnie i po Vic?
- Tak. A gdzie jesteście ?
- Pod Big Benem.
- Poczekajcie, za 10 minut bedę, bo jestem niedaleko.
- Okej. Dziękuję
- Pa.
- Pa.
* Koniec. *
Całe 10 minut przegadałam z siostrą. Może coś z tego wyjdzie? Mam nadzieje. Niech wszystko sie w końcu ułoży.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KOONIEC ! PISAŁAM GO I PISAŁAM I NAPISAŁAM ! KOMATUJCIE PROSZE, BO TO WSZYSTKO DLA WAS. NAWET ZWYKŁY USIMESZEK DAJE MI MOTYWACJE. I LOVE YA <3
- Dziękuję wam. Musieliście mi przypomnieć, że jestem już aż taka stara ? - powiedziałam z wyrzutem
- Ty stara ? Maluchu mój kochany. - Powiedziała tata i usiadł koło mnie. - Najlepszego skarbie. - Dopowiedział po chwili i przytulił mnie.
- Caroline? - Zaczęła moja mama. - Chciałabyś mieć siostrę albo brata?
- Nie. To, że jestem jedynaczką to najlepsza opcja pod słońcem. Mam Natalie, którą traktuję jak siostrę. A coś się stało, ze mnie o to pytacie ? - Zapytałam.
- Booo... - przeciągał mój tata - z resztą sama zobaczysz jak zejdziesz na dół.
- Aż się boję - nie wiedziałam o co im chodzi - a tak ogólnie, to gdzie Harry ?
- Zobaczysz jak zejdziesz na dół. - powiedziała mama i razem z tatą i z tortem zeszli na dół. Poszłam do łazienki. Dzisiaj piątek. ostatni dzień szkoły i koncert chłopaków. Przemyłam twarz, ubrałam się i nałożyłam podkład na twarz. Nie malowałam się mocniej, nie do szkoły. Włosy zaplotłam w warkocza i już byłam gotowa do wyjścia. Stwierdziłam, że w końcu trzeba zejść na dół. Słyszałam różne głosy. Mamę, tatę, Harrego i jakiś damski głos. Weszłam do kuchni w której siedziała cala moja rodzina, Harry i nieznajoma mi dziewczyna. Ona podeszła do mnie pierwsza.
- Cześć jestem Victoria. Mów mi Vic.
- Hej ja jestem Caroline. Przepraszam cię, ale kim jesteś? - Zapytałam się jej. Przyjrzałam się jej dokładnie. Ładna buzia, długie, kręcone, brązowe włosy z jaśniejszymi końcówkami.
- Córciu, to jest twoja....twoja siostra. - Powiedział tata
- Co? Alee ? CO ?!- Krzyknęłam - Jak to siostra?!
- Tak. Ja i tata stwierdziliśmy, że chcielibyśmy mieć jeszcze jedną córkę, ale niestety nie możemy. Próbujemy ale nam to nie wychodzi a wiec postanowiliśmy zaadoptować Vic. - Mama mówiąc to wskazała na nią. Stała ona trochę smutna i speszona. Uśmiechnęłam się do niej sztucznie i uciekłam na górę. Usiadłam w kącie i zaczęłam płakać.- Skarbie, nie płacz. - W końcu odezwał się Styles.
- Powiedz mi, jak mam nie płakać skoro dowiaduje się, że nagle mam siostrę. Będę mieszkała z kimś kogo w ogóle nie znam. Powiedz mi co ty byś zrobił ! - Wydarłam sie na niego.
- Spokojnie - uspakajał mnie głosem - rozdzice chca dla ciebie jak najlepiej. Vic jest na prawde miła. Poznałem ją rano i nie wydaję mi się, żeby miała jakieś złe zamiary. Spróbuj potraktowac jak...
- Jak kogo ? - przerwałam mu.
- Jak koleżankę. - uśmiechnął się - tak, jak kolezanke.
- Nie obiecuję, że to wypali. - Wstałam i kierowałam się w jego stronę - Ale mogę sie postarać jak ty...
- Kolejny zakład ? - zapytał.
- Tak. Jak ty obiecasz, że mnie nigdy nie zostawisz. Przeliterować ci? N I G D Y.
- Nigdy... to trochę długo. Da się z tobą tyle wytrzymać ? - Uśmiechnął się zalotnie.
- Bardzo zabawne - podeszłam do niego i go przytuliłam - Obiecujesz ? - zaplotłam ręce na jego karku, odsunęłamm s się kawałek i spojrzałam w jego zielone piękne oczy.
- Tak - powiedział - Obiecuję.- Na pewno ?
- Na sto procent. - Przybliżył się na tyle, że stykaliśmy się czołami. - Obiecuję. - Powiedział i wpił się w moje usta. - Kocham cię. - Odezwał się, po skończonym pocałunku.
- Ja ciebie też skarbie - Westchnęłam - Ja ciebie też.
- W ogóle, to najlepszego skarbie. Prezent dostaniesz trochę później, a teraz się zbieraj, bo musimy jechać do szkoły. Znaczy ty musisz. Ja na próbę, a wiec dawaj szybko. Jedziemy z Vic. Sam zaoferowałem pomoc.
- Okej, ale tak mi teraz trochę głupio.
- Dobra chodz i nie marudź. - Powiedział. Zeszliśmy na dół. Vic siedziała zapłakana na jednym z krzeseł przy stole. Podeszłam do niej.
- Vic przepraszam Cię, tak mi głupio. Nie chciałam, żeby to tak wyszło, ale..
- Posłuchaj mnie. Zanim coś jeszcze powiesz zastanów się, bo inni też mają uczucia. Nie wiesz co jak przeszłam w życiu. Ty miałaś normalną rodzinę, normalny dom, a nie tak jak ja matkę alkoholiczkę której nie było stać na utrzymanie mnie i trafiła za kraty. Tak dobrze słyszałaś. Siedzi w pace. Ojca nie znam. Gdzieś się zachlał i nie wiem co się z nim stało. Twoi rodzice są świetni, a ty masz wszystko czego zapragniesz. Ciuchy, buty, wspaniałego chłopaka ale tego też chyba nie umiesz docenisz ! - Wykrzyczała mi to prosto w twarz.
- Wow, Vic nie wiedziałam, na prawdę Cię przepraszam. Nie chciałam, żeby to tak wyszło, jest mi na prawdę głupio i straszznie żałuję, że się tak zachowałam. Nie chciałam ale ta wiadomość po prostu mnie zaskoczyła. Może w ramach przeprosin, po szkole pójdziemy na zakupy? Tak tylko proponuję.
- Zakupy ? Mhmhmm.. Wiesz trochę mi głupio, boooooooo - Zawiesziła się - bo niedostałam dużo pieniędzy z domu dziecka.
- Jak stawiam. - Powiedziałam.
- Przepraszam, nie chce wam przeszkadzać, ale musimy już jechać. - Wtrącił sie Harry.
- Okej, już jedziemy - powiedziałam - wzięłam mój plecak, złapałam Harrego za rękę i ruszyliśmy w stronę auta. - Vic ! Wsiadaj ! - Krzyknęłam gdy Harry już ruszał z podjazdu. Weszła do samochodu.
- Już możemy jechać. - Powiedziała uśmiechnięta. Jadąc cały czas byłam odwrócona głową w tył, bo rozmawiałam z moją siostrą. Cały czas się z czegoś śmiałyśmy albo byłyśmy poważne bo opowiadałyśmy sobie o życiu. Na prawde ją polubiłam. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu Harry ' ego. Odwrócialm się w przód. Harry poprosił, abym odebrała.
* Rozmowa *
- Harry ! Kurwa ! Ile można na Ciebie czeakać
- Paul ? Hej tu Caroline a nie Harry on proswadzi samochód i nie moze odebrać.
- O ! Hej Caroline ! Co tam u ciebie ?
- A no dobrze, właśnie jedziemy do szkoły i zaraz z pod szkoły Harry jedzie prosto na próbę.
- A Caroline, wiesz, dlaczego się spóźnia ?
- To wszystko moja wina, miałam małą kłótnie w domu i tak wyszło. Na prawde cie przepraszam.
- Tak w ogóle to najlepszego maluchu !
- Dziekuję. My własnie podjeżdżamy pod moją szkołę wiec Harry za 10 - 15 minut powinien być. Jeszcze raz cię przepraszam.
- Nie ma za co, do zobazcenia wieczorem na konceercie.
- Tak do zobaczenia. Pa.
- No pa.
* Koniec *
- Kto to był ? - Zapytał Harry.
- Paul. Jest na ciebie wkurwiony za to, że cie nie ma jeszcze na próbie, ale nie martw się, zajebista Careoline załagodziła sytuacje.
- Oh, ty moja wybawczyni . - Zaśmialiśmy się w trójkę. - Leccie, bo się spóźnicie na lekcje.
- Okej, pa - pocałowałam Harry' ego.
- Paa ! - Krzyknęła Vic wysiadając z samochodu i szybko ruszyłyśmy na lekcje.
*** Po szkole ***
Cała klasa poznała Vic. Jest ona na prawdę fajna. Wydaje mi się, że nawet Jackobowi wpadła w oko, ale to by dobrze nie wróżyło.
- Vic, Natalie chodźcie już ! - Krzyknęłam do dziewczyn z którymi akurat wychodziłam ze szkoły.
- Już idziemy ! - Odkrzyknęła Vic. Po pożegnaniu z klasą posżłyśmy w stronę centum. Chodziłyśmy po różnych sklepach.
- Natalie, co ubierasz dzisiaj na koncert ? - Zapytałam w pewnym momencie.
- No właśnie, Koncert ! Vic idziesz z nami ? - Zapytała Natalie.
- Nie mam ani ubrań ani kasy na bilet, przepraszam, ale ten wieczór chyba spędzie sama przy książce. - Powiedziała moja siostra.
- Okej, ubrania ci pożycze bo mam ich dużo a wejściówki... poczekaj. - Odeszłam na bok. Wybrałam numer do Paul -a .
* Rozmowa. *
- Caroline ?
- Tak, hej Paul.
- Czy cos stało się ważnego, że Harry musi wyjśc z próby? Nie puszcze go.
- nie martw się, tym razem nie chodzi mi o Harry' ego.
- Kontrakt ?
- Też nie.
- To co cie do mnie sprowadza mała dziecinko.
- Jest sprawa
- Słucham.
- Maasz moze jakąś jedną wejściówkę na dzisiejszy koncert? Moja siostra chciałaby pójść z nami.
- Chwila... TWOJA SIOSTRA!!!? TO TY MASZ SIOSTRE?!!!
- Tak, Harry ci wszystko wytłumaczy, tylko powiedz mi, czy masz.
- Mam kochanie, dla ciebie zawsze bede miał.
- Dziekuję.
- No kej, pa.
- Do zobaczenia
* Koniec*
Wrócilam do dziewczyn.
- No Vic niestety... - zacięłam się specialnie - bedzies musiala przez 2 godziny słuchać jak chłopcy śpiewają, bo idziesz z naami ! - krzyknęłam.
- O jeny ! Jak się cieszę ! - podskoczyła z radości.
- Jesteś directioner ? - Zapytała ją Natalie.
- Tak, od samego początku ich uwielbiam ale nigdy nie miałam okazji pójść na ich koncert. - powiedziała.
- Mmmm.. dziewczyny a pro po koncertu, jest on już za 3 godziny - wtrąciłam się.
- Co?! JAK TO ?!! - Natalie nie mogła uwierzyć. - Ja już gbede musiała iśc, pa. - pożegnała się z nami buziakiem i szybko poleciała przed siebie.
- No Vic, poczekaj, muszę zadzwonić do taty, może jest w Londynie. - Wyjągnęłam mój telefon z pobitym ekranem.
* Rozmowa *
- Tatuś, jesteś w Londynie ?
- Tak, skarbku. Coś się stało ?
- Przyjedziesz po mnie i po Vic?
- Tak. A gdzie jesteście ?
- Pod Big Benem.
- Poczekajcie, za 10 minut bedę, bo jestem niedaleko.
- Okej. Dziękuję
- Pa.
- Pa.
* Koniec. *
Całe 10 minut przegadałam z siostrą. Może coś z tego wyjdzie? Mam nadzieje. Niech wszystko sie w końcu ułoży.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KOONIEC ! PISAŁAM GO I PISAŁAM I NAPISAŁAM ! KOMATUJCIE PROSZE, BO TO WSZYSTKO DLA WAS. NAWET ZWYKŁY USIMESZEK DAJE MI MOTYWACJE. I LOVE YA <3